2008-01-19 22:22:14

Rola kobiety w rodzinie

Wystąpienie Joanny Krupskiej na sesji pt: "Natura kobiety - jej swoistość i przeznaczenie", która odbyła się na UKSW, 7 listopada 2007.

Temat roli kobiety w rodzinie jest dla mnie tematem mojego dotychczasowego życia, a ten tekst próbą nazywania tej rzeczywistości. Przede wszystkim tak właśnie swoją tożsamość określam: kobieta w rodzinie. Urodziłam siedmioro dzieci i razem z mężem Januszem wychowujemy je od 22 lat - tyle lat ma nasz najstarszy syn. Przez te 22 lata pracowałam głównie w domu, choć zdarzały mi się okresy, kiedy robiłam studia podyplomowe, uczyłam się różnych rzeczy, a także pracowałam.
W moim życiu pozostaje to jednak marginesem w stosunku do aktywności domowej, którą lubię, doceniam i określam jako zasadniczą przestrzeń samorealizacji i osobistego rozwoju. Stąd wypowiedź moja będzie poniekąd osobista.
Żeby była w pełni prawdziwa, muszę dodać, że jestem osobą wierzącą i od początku małżeństwa i narzeczeństwa kierowałam się przekonaniem, że życie rodzinne to także moja droga realizacji przesłania Ewangelii, to przeżywanie na co dzień, w trudzie i problemach życia, sakramentu małżeństwa - czyli tajemnicy obecności Chrystusa, który towarzyszy mnie i mężowi w naszej codziennej rzeczywistości. To budowa Kościoła domowego. W tym sensie rola kobiety w rodzinie jest także rolą kobiety w Kościele.
Zanim przejdę do rozważań na temat roli kobiety, chcę sięgnąć do biblijnych opisów stworzenia. Kładą one fundament pod rozumienie sensu świata, jego relacji do Boga, miejsca człowieka w świecie i celu jego egzystencji. Rzucają również światło na zagadnienie płci i relacji kobiety i mężczyzny, a także ról, jakie mają pełnić.
W chronologicznie pierwszym opisie (choć zarazem młodszym, bo pochodzącym z ok. VI wieku p.n. e.) Bóg stwarza człowieka w ostatnim dniu swojej stwórczej pracy. „A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam (...) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę."
Tekst ten zakłada podstawową równość mężczyzny i kobiety, co w ówczesnym świecie - jak zauważa prof. Anna Świderkówna - było pojęciem rewolucyjnym , wszędzie wokół uważano kobietę za istotę niższą niż mężczyzna. . Tekst ten wskazuje również, że człowiek jest stworzony jeden dla drugiego, stworzony do wspólnoty i dla wspólnoty. Mężczyzna i kobieta stworzeni dla współpracy w dziele panowania nad ziemią: „Po czym Bóg im pobłogosławił mówiąc do nich: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną".
W drugim, choć starszym, bo zapisanym ok. X wieku p.n.e., opisie stworzenia, Bóg lepi z gliny mężczyznę. Aby nie był on sam, proponuje mu ulepione z gliny rośliny i zwierzęta. Ale one nie okazują się „odpowiednie". Bóg stwarza więc kobietę z żebra Adama ( w tradycji żydowskiej mówi się o b o k u Adama - kobieta nie powstaje w wyniku pobrania żebra, ale raczej oddzielenia boku). Adam po przebudzeniu woła: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Będzie się nazywała niewiastą, bo z mężczyzny została wzięta". Opis ten także wskazuje na zasadniczą równość pomiędzy kobietą i mężczyzną, zbudowanymi z tego samego ciała. Przekład polski nie oddaje hebrajskiej gry słów wskazującej, że kobieta i mężczyzna , to dwie odmiany jednej rzeczywistości. W tekście hebrajskim mężczyzna to „isz" a kobieta „iszsza". Tłumacze różnie radzili sobie z tą nieprzekładalną grą słów. W Biblii Gdańskiej jest „mąż i mężatka", w przekładzie ks. J. Wujka: „mąż i mężyna", a w tłumaczeniu Artura Sandauera: „mąż i mężyca". W Biblii Tysiąclecia „mąż i niewiasta"-
- słowa bliższe polskiemu czytelnikowi, nie oddają jednak symetrii tych dwóch pojęć.
Następny wers jest dla naszych rozważań zasadniczy. „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem." Taki jest Boży zamysł. Hebrajskie sowo „basar" (ciało) ma jednak znaczenie szersze niż jego polski odpowiednik i nie przeciwstawia się duszy, czy duchowi. Podział na ciało i duszę ma swoje korzenie w myśli greckiej, nie biblijnej. Dla Hebrajczyków człowiek jest niepodzielną całością, współcześnie powiedziałoby się: psychofizyczną. Bardziej odpowiadające hebrajskiemu oryginałowi - pisze prof. Anna Świderkówna - byłoby zdanie: „ ...mężczyzna ... łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jedną istotą ludzką". Chodzi bowiem o związek mężczyzny i kobiety we wszystkich wymiarach: fizycznym, psychicznym i duchowym.
Jezus powtarza słowa z Księgi Rodzaju „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swą żoną i będą oboje jednym ciałem". Zanotowali to Marek (10, 6-9) i Mateusz (5,31-32 oraz 19, 3-9). Jezus wzmacnia wymowę tych słów dodając: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela."
Podstawowym wymiarem roli kobiety w rodzinie jest jej rola małżeńska - kobieta w roli żony. W Bożym zamyśle ani mężczyzna nie ma być sam, ani kobieta sama. Rola żony polega na poszukiwaniu takiej relacji, w której on i ona „stają się jedną istotą ludzką". Jedność ta ma się realizować w oparciu o równość kobiety i mężczyzny. Ich zasadniczą, równorzędną wartość i godność. Oznacza to wzajemny szacunek, który przeciwstawić należy dominacji, czy też poniżaniu jednego przez drugie.
W poszukiwaniu jedności kobieta i mężczyzna różnią się między sobą. Także każda para małżeńska jest inna i przechodzi inną drogą rozwoju. Myśmy z mężem przeżywali trudny okres narzeczeński i ciężko było nam się porozumieć na początku małżeństwa . Pokonując kryzysy rozwijaliśmy się. Teraz myślę, że właśnie te wszystkie trudne momenty są najsolidniejszym spoiwem naszego związku i dzięki temu, że przeszliśmy je razem, mamy do siebie ogromne zaufanie. U progu dwudziestopięciolecia małżeństwa przeżywamy paradoks, mając z jednej strony poczucie stawania się „jedną istotą ludzką" , przy jednoczesnej świadomości różnic i odrębności między nami.
Naturalnym rezultatem pełnienia ról żony i męża jest macierzyństwo i ojcostwo.
W biblijnych opisach stworzenia kobieta posiada dwa imiona. Oprócz „iszsza", zostaje nazwana imieniem „Chawwa", Ewa, matka wszystkich żyjących. W świecie Biblii macierzyństwo jest wpisane w naturę kobiety, i z nią nierozdzielne. Jest jakby, jak pisze o tym Josy Einsenberg ( w książce „kobieta w czasach Biblii", wyd. 1996 r. ) wykończeniem kobiety, jej spełnieniem. Macierzyństwo jest błogosławieństwem. Poprzez nie kobieta wypełnia misję przekazania życia, staje się szczęśliwa, zyskuje społeczną aprobatę. (Tak było w historii Izraela...)
Oczekiwanie dziecka, jego pojawienie się i zamieszkanie w moim własnym ciele obudziło we mnie zupełnie nowy świat przeżyć, doznań i doświadczeń. Nie da się przekazać uczuć związanych z przeżyciem więzi i jedności z małym człowiekiem zamieszkującym w obrębie własnego ciała (we własnym brzuchu). Przez całą ciążę ciało matki staje się miejscem wzrostu i rozwoju człowieka, stanowi dla niego źródło pokarmu, powietrza, a także ochronę przed zagrożeniami. W każdej ciąży czułam się fizycznie źle. Na początku miałam nudności, potem puchły mi nogi, bolał kręgosłup, a pod koniec zawsze ważyłam 20 kg więcej niż normalnie i ledwie się ruszałam. Fizyczne dolegliwości nie mogą jednak przesłonić głębszych przeżyć tego okresu, który niesie ze sobą jedyne w swoim rodzaju szczęście przeżywania wielkiej i szczególnej bliskości małej osoby, jej niewidocznej, lecz przyciągającej uwagę obecności, wzbudzającej czułość i miłość. Mężczyzna przez dziewięć miesięcy otrzymuje informacje na temat dziecka za pośrednictwem żony. Ona natomiast zna swoje dziecko osobiście, doświadcza i dotyka go całym ciałem, czuje jego obecność, ruchy, wie, kiedy ono się obraca, kiedy ma czkawkę, wie, ze dzieli się z nim swoim pożywieniem, powietrzem, które wdycha, ma świadomość, że przekazuje mu swój dobry nastrój albo niepokój. Dziewięć miesięcy wzajemnego towarzystwa bez chwili przerwy , w dzień i w nocy: 100 % razem. Jest to doświadczenie przygotowujące do pełnienia nowej roli: roli matki. Dawanie swojego ciała dziecku przygotowuje do dawania w przyszłości swojej uwagi, obecności, energii, czasu.
Przełomową chwilą w relacji kobiety i dziecka staje się poród - moment rozdzielenia. Z jednej strony rozłąka, z drugiej spotkanie. A więc przemiana relacji. Przejście z jednego etapu w drugi. Pamiętam, że pod koniec ciąży rodziła się we mnie wielka ciekawość, silne pragnienie zobaczenia wreszcie twarzy tej osóbki, którą już tak dobrze znam, objawienie się, odsłonięcie tajemnicy. Jak wygląda, jakie ma oczy, nos, ile waży, czy lekarz nie pomylił się, określając płeć? Pamiętam niepewność, zwłaszcza przed szóstym porodem: czy to będzie szósty chłopiec, czy też nasza pierwsze dziewczynka? Poród, to wielkie zadanie, któremu trzeba sprostać, wysiłek, któremu trzeba podołać po to, żeby można było wreszcie w nowy sposób spotkać się z tak długo oczekiwanym dzieckiem. To także ważne doświadczenie bólu, który nie sygnalizuje zagrożenia, nie jest destruktywny, bólu, który należy odczytać jako wezwanie do wysiłku, do pracy, bólu, który towarzyszy wyłanianiu się czegoś nowego i przeradza się w radość. To także wielka lekcja koncentracji na dziecku, kiedy to właśnie ono staje się ważniejsze od wszystkiego, kiedy zapomina się o sobie. Sama natura ciała kobiety uczy, jak się zachowywać. Poród to sztuka współpracy z dzieckiem, własną naturą , oddechem, bólem, ze stwórcą. Dla mnie odkryciem był mój trzeci poród . Dwa pierwsze odbyły się w szpitalu, gdzie położne dokładnie instruowały mnie, jak mam się zachowywać. Mój trzeci syn, Tomek przyszedł na świat nieoczekiwanie, w domu, w czasie kiedy mój mąż szukał taksówki, żeby zawieźć mnie do szpitala. Okazało się, że sama najlepiej wiem, jak urodzić dziecko i że poród ten był właściwie bezbolesny. Następnych dzieci już nie chciałam rodzic w szpitalu.
Wspaniałym okresem wypełniania roli matki jest czas karmienia piersią. W inny sposób niż w okresie ciąży, ciało kobiety staje się pożywieniem dla dziecka. Może to świętokradztwo, ale karmiąc dziecko, myślałam sobie nieraz, że jestem blisko Jezusa, mówiącego „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje". Matka oddaje dziecku, w sposób najbardziej dosłowny część samej siebie. Staje się znakiem bezinteresownego daru, który wpisany jest w jej naturę. Karmienie piersią tworzy wyjątkową więź pomiędzy kobietą a dzieckiem, rozpoczyna szczególnego rodzaju dialog bez słów, w którym uczestniczą wszystkie zmysły, całe istoty: matki i dziecka.
Chcę podkreślić, ze doświadczenie ciąży , porodu, karmienia jest dla kobiety właściwym, integralnym doświadczeniem całej jej osoby. Sprowadzanie tego doświadczenia tylko do wymiaru fizycznego jest okaleczaniem i zniekształcaniem go. To doświadczenie całej istoty kobiecej, w wymiarach, których nie należy rozdzielać: fizycznym, psychicznym i duchowym, ma wielkie znaczenie dla pełnionej przez kobietę roli w rodzinie. Rola matki w rodzinie jest zakorzeniona w tym niezwykle pięknym okresie: bliskiego związku z osobą dziecka wyłaniającą się z ciała, z całej istoty kobiety, w okresie dawania, przekazywania życia. Doświadczenie to przemienia także więź małżeńską, wnosi nowy koloryt, nową jakość, nową dojrzałość..
Z biegiem czasu kobieta oddala się od tego doświadczenia rodzenia nowej istoty, zwiększając z czasem dystans do dziecka i zostawiając coraz więcej miejsca dla relacji dziecka z ojcem. Rola matki z rolą ojca powinny spleść się ze sobą jak we wspólnym tańcu. Często jednak, zwłaszcza w dużych rodzinach, ojciec przejmuje odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. To najczęściej kobieta najbliżej towarzyszy dziecku przez kolejne etapy jego wzrastania: niemowlęctwo, okres przedszkolny, szkolny, dojrzewanie, rozpoczynanie własnego życia. Czasem na zmianę z mężem, albo z dziadkami, razem z dzieckiem bawi się klockami, potem samochodami, lalkami, czyta bajki, poprawia lekcje, wozi na zajęcia dodatkowe, dyskutuje o poważnych sprawach, doradza w życiowych wyborach. Można mówić o jej roli opiekuńczej, edukacyjnej, katechetycznej, wychowawczej, terapeutycznej. Wreszcie z biegiem czasu rola matki w stosunku do dziecka staje się jakby coraz mniej istotna. To także należy do roli kobiety: odsunąć się, pozostawić miejsce dla innych, zmienić się w przyjaciela.
Niesłychanie ważną rolą kobiety w rodzinie jest łączenie ról. Właśnie ono stanowi o niepowtarzalności każdego rodzinnego układu. Przede wszystkim jest to połączenie roli żony i matki. Kobieta stwarza w rodzinie sobie właściwe połączenie. Czasem przeważa rola żony, czasem matki. Nie jest łatwo uzyskać harmonijne współbrzmienie.
W sytuacji, kiedy rodzi się następne dziecko, drogę towarzyszenia mu podejmuje się od początku. Ale już zupełnie inaczej. Inne jest dziecko. Kobieta, która po raz kolejny zostaje matką, tez jest już inna. I znów wtedy kobieta musi łączyć kolejne role: matki niemowlęcia z np. rolą matki przedszkolaka. W bardzo dużej rodzinie kobieta towarzyszy w rozwoju jednocześnie kilkorgu dzieciom na różnych etapach rozwoju. Wymaga to elastyczności i stałego odpowiadania na potrzeby chwili, kiedy to, przykładowo, karmienie piersią i dialog z niemowlęciem trzeba połączyć z układaniem puzzli, ćwiczeniem z dzieckiem na skrzypcach, pomocą w zakresie matematyki, powtórką z angielskiego, wysłuchaniem skarg na koleżankę z klasy, z dyskusją o polityce, no i z czasem spędzonym z mężem. Wydaje się to niewykonalne Gdybym teoretycznie chciała poświęcić każdemu z członków mojej rodziny po jednej godzinie, chociażby na wysłuchanie jego problemów, czy refleksji, (a uważam słuchanie za niezmiernie ważny komponent kobiecej roli) upłynęłoby osiem godzin, czyli dzień pracy.
To niemożliwe do zrealizowania. Myślę, ze kobieta w rodzinie dużej, częściej niż w małej, spotyka się z doświadczeniem swoich ograniczonych możliwości, swojej niewystarczalności. Jest to doświadczenie , które uczy pokory, cieszenia się tym, co jest, a także otwiera na działanie Opatrzności.
Wiele kobiet w polskich rodzinach pełni rolę opiekuńczą wobec najstarszych, chorych albo niepełnosprawnych osób. W porównaniu z wieloma państwami europejskimi ilość domów pomocy społecznej jest niewielka. Polska tradycja opieki nad starszymi osobami w domu jest niezwykle cenna i warta podtrzymywania i wspierania.
Dotąd pisałam o rolach, które wiążą się z relacjami z innymi członkami rodziny. Są jeszcze i inne role kobiety w rodzinie. Ważna rola gospodyni domowej, pani domu wymagałaby osobnego szerokiego omówienia. Jest to złożona rola, wymagająca twórczych połączeń pomiędzy rolą kucharki, dekoratorki wnętrz, zaopatrzeniowca, organizatora przyjęć dla dzieci i dorosłych, sprzątaczki, praczki, czasem ogrodnika, krawcowej i kierowcy. O ile w rolach związanych z relacjami kobieta jest w pewnym sensie niezastępowalna, to rolą pani domu łatwiej podzielić się z innymi domownikami, z mężem, swoją mamą, tatą, dorastającymi dziećmi.
Prawie połowa kobiet w Polsce pracuje ( wskaźnik zatrudnienia kobiet w Polsce wynosi 48%), a więc pełni role zawodowe, rolę utrzymywania rodziny. Bardzo interesujące są wyniki badania CBOS z grudnia 2006. Według sondażu 58% Polek zrezygnowałoby z pracy zawodowej na rzecz zajęcia się w większym stopniu domem i wychowaniem dzieci, jeśli małżonek, bądź partner zarabiałby wystarczająco na utrzymanie rodziny. W żadnym wypadku nie chciałoby zrezygnować z pracy tylko 8% pań, a raczej nie chciałoby rezygnować 15%. Oznacza to, że dla dużej części Polek role pełnione wewnątrz rodziny są najistotniejszym źródłem poczucia samorealizacji.
Zaleceniem Unii Europejskiej jest, aby wskaźnik zatrudnienia kobiet w państwach Unii był większy i wynosił 60%. W obecnej Europie dużo mówi się o ułatwieniach w łączeniu pracy zawodowej z życiem rodzinnym. Jest to jedna z dyrektyw Strategii Lizbońskiej. Działania w kierunku ułatwień w łączeniu pracy w domu i w zawodzie są ze wszech miar słuszne. Pod pewnymi jednak warunkami. Nie powinno się stosować presji , zwłaszcza finansowej na kobiety, w celu wprowadzenia ich na rynek pracy. Kobieta powinna mieć wolny wybór pomiędzy pracą w domu - zwłaszcza wtedy, kiedy sprawuje funkcje opiekuńcze wobec małych dzieci, osób starszych lub niepełnosprawnych - a pracą zawodową. Za wybór pracy w domu nie powinna być finansowo dyskryminowana.
Na koniec chciałabym wspomnieć o pewnym wydarzeniu, które wywarło na mnie duże wrażenie. Otóż tydzień temu, w Budapeszcie uczestniczyłam w koncercie niezwykłej orkiestry. Stanowiła ją rodzina Bentos. Dziesięcioro dzieci dwojga rodziców muzyków skończyło studia muzyczne i założyło orkiestrę rodzinną. Są już dorośli, a ich dzieci tworzą chór wnuków. Słuchając ich, myślałam, że właściwie każda rodzina tworzy swojego rodzaju orkiestrę, tworzy własną muzykę, wspólne brzmienie, sobie właściwą harmonię relacji i odniesień. Kobieta w tej orkiestrze także ma swój udział, współtworzy jej dźwięk. Początkowo, w duecie z mężem są głównymi wykonawcami, potem coraz bardziej wtapia się w muzykę, choć często pozostaje inspiratorem motywów muzycznych tej wspólnej melodii.

 

niedziela, 5 lutego 2012 | pytania
      
2011-02-21

Wielodzietny następca tronu Danii

    Następca tronu Danii książę Frederik oraz jego małżonka księżniczka Mary znów zostali rodzicami -...

więcej >>
2008-07-07

Spotkanie z władzami Grodziska Mazowieckiego

Przedstawiciele Związku spotkali się z władzami samorządowymi Grodziska Mazowieckiego i przekazali postulaty dotyczące...

więcej >>