- Krupska kontra państwo totalitarne2010-03-29
- Państwo jak złośliwa teściowa2010-03-29
- Destrukcja tradycyjnej rodziny2009-09-07
- Rodzina - ofiara wszechmocnego państwa2009-06-15
- Czy klaps będzie ustawowo zakazany?2009-05-07
Za 20 lat w Wielkiej Brytanii będzie więcej singli wychowujących dzieci, niż osób w związkach małżeńskich - prognozują demografowie. W Wielkiej Brytanii liczba rodziców samotnie wychowujących dziecko zwiększyła się od 1971 roku az trzykrotnie
Model "dwoje rodziców plus dzieci" powoli – jak pisze "Daily Telegraph" – przechodzi do historii. Jeszcze w 1971 roku takie rodziny stanowiły 52 procent wszystkich gospodarstw domowych. Dziś tylko 36 procent. W ubiegłym roku zawarto najmniej małżeństw od 1895 roku – 237 tysięcy, podczas gdy rekord z czasów II wojny światowej wynosił 471 tysięcy.
Połowa z dzisiejszych małżeństw i tak kończy się rozwodem. "To znak upadku naszego społeczeństwa" – piszą internauci na stronach brytyjskich gazet. Coraz więcej młodych Brytyjczyków w ogóle nie myśli o ślubie. Obecnie małżeństwa stanowią 49 procent społeczeństwa, ale w 2031 roku ma ich być już tylko 41 procent. Pierwszy raz liczba singli ma wtedy przekroczyć liczbę osób pozostających w związkach małżeńskich.
Wielu Brytyjczyków przyznaje, że chce mieć dzieci, ale zamierza wychowywać je bez ślubu. Powód? Opieka państwa, które wspiera raczej samotne matki niż tradycyjne rodziny.
– To skutek polityki laburzystów. Odkąd doszli do władzy w 1997 roku, robią wszystko, by obrzydzić ludziom tradycyjny model rodziny. Znieśli ulgi podatkowe dla małżeństw oraz zasiłki dla dzieci wychowujących się w tradycyjnych rodzinach – mówi "Rz" Patricia Morgan, brytyjska socjolog i autorka książki "Wojna między państwem a rodziną". Podkreśla, że wskutek tego ludziom nie opłaca się brać ślubu ani wychowywać dzieci w rodzinie. – Opłaca się za to być samotną matką, najlepiej taką, która ma czworo dzieci z czterema różnymi mężczyznami. Kobiety z nizin społecznych zachodzą w ciążę, bo dzięki temu mają prawo do mieszkania socjalnego – tłumaczy.
Jak wynika z najnowszych danych brytyjskiego urzędu statystycznego, aż 30 procent kobiet poniżej 30. roku życia zdecydowało się na dziecko przed ukończeniem 25 lat. Ale tylko 24 procent wzięło ślub. Nigdy w historii brytyjskiej statystyki narodziny dziecka aż tak wyraźnie nie wyprzedzały ślubu. Dla porównania – w 1971 roku zamężnych było trzy czwarte Brytyjek poniżej 25 lat, ale tylko połowa z nich urodziła dzieci.
Ostatnie 38 lat to epoka, która wywróciła brytyjską rodzinę do góry nogami. W tym czasie do władzy doszło tzw. pokolenie '68. – Politykę rodzinną Partii Pracy kształtują byłe czołowe feministki, które nienawidzą mężczyzn i uważają, że ojcowie są niepotrzebni – uważa Morgan.
Od 1971 roku dwukrotnie zwiększyła się liczba singli, a rodziców samotnie wychowujących dziecko przybyło aż trzykrotnie. Dziś jest ich ponad 5 milionów, z czego aż 47 procent żyje poniżej granicy ubóstwa ustalonej przez rząd. – Dzieci z takich rodzin wychowują się na dysfunkcjonalne istoty, alkoholików, bezrobotnych, którzy również nie będą w stanie stworzyć normalnej rodziny. I tak bez końca. Uzależnia się ludzi od państwa. Dzięki temu będzie coraz więcej osób niezdolnych do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie – podkreśla Morgan.
Skutki upadku tradycyjnej rodziny widać już dziś. Mali Brytyjczycy nie znają dyscypliny, nie mają żadnych autorytetów, skoro rozwody stały się normą nawet w rodzinie królewskiej. Wielka Brytania jest w czołówce Europy, jeśli chodzi o liczbę aborcji u 12-letnich dziewczynek. Szkoły nie są w stanie poradzić sobie z małoletnimi chuliganami. Jak wynika ze statystyk, siedmiu na dziesięciu małoletnich przestępców pochodzi z niepełnej rodziny. Tuż przed Wielkanocą całym krajem wstrząsnęła historia kilku 9 – 11-latków, którzy brutalnie pobili swoich kolegów, o mały włos ich nie zabijając.
Ale zdaniem niektórych psychologów doniesienia o kryzysie rodziny są przesadzone. – Denerwują mnie tego typu raporty. To, że dziecko wychowuje się tylko z jednym rodzicem, nie musi wpływać negatywnie na jego rozwój – przekonuje "Rz" brytyjska psycholog rodzinna dr Sandra Wheatley. Jej zdaniem lepiej żyć szczęśliwie tylko z matką lub ojcem, niż wychowywać się w rodzinie, w której panuje przemoc. – Społeczeństwo się zmienia. Tradycyjna rodzina to przeżytek i nie ma co nad nią ubolewać. Najważniejsza jest miłość – podkreśla Wheatley.
Źródło: Rzeczpospolita
Jak żyć z siedmiorgiem dzieci w kraju bez polityki rodzinnej? Jak wycenić pracę kobiet w domu? – opowiada Katarzynie...
więcej >>Związek Dużych Rodzin 3 Plus przekonuje władze Trójmiasta, by przyjęły kartę dużych Rodzin. We wtorek przedstawiciele...
więcej >>Mateusz Rzemek 22-04-2009, ostatnia aktualizacja 22-04-2009 07:00 Dziś wchodzi w życie ustawa umożliwiająca posyłanie...
więcej >>Niedawno znajomy pedagog o dużym doświadczeniu zawodowym wskazał w rozmowie ze mną na ugruntowaną prawdę o znaczeniu rodziny w...
więcej >>Wielka Brytania, zwłaszcza Anglia, jest rajem dla ekscentryków. Jeśli nie wchodzisz drugiemu w drogę, to każdy...
więcej >>