- Krupska kontra państwo totalitarne2010-03-29
- Państwo jak złośliwa teściowa2010-03-29
- Destrukcja tradycyjnej rodziny2009-09-07
- Rodzina - ofiara wszechmocnego państwa2009-06-15
- Czy klaps będzie ustawowo zakazany?2009-05-07
Niedawno znajomy pedagog o dużym doświadczeniu zawodowym wskazał w rozmowie ze mną na ugruntowaną prawdę o znaczeniu rodziny w normalnym rozwoju moralnym i psychicznym młodych ludzi. Zdecydowana większość problemów szerzących się wśród młodzieży, z którymi styka się ów pedagog, wynika z patologii rodzinnych. Jeśli mamy do czynienia ze zdrową rodziną, drobne trudności wieku dojrzewania są szybko rozwiązywane. Jeśli rodzina jest dysfunkcyjna lub patologiczna, praktycznie niemożliwe jest naprawienie szkód wyniesionych z domu. Rodziny więc nie zastąpi nic i nikt: ani szkoła, ani psychologowie, ani tym bardziej dom dziecka.
Nasz Dziennik Dr hab. Mieczysław Ryba
Zadaniem państwa powinno być przede wszystkim wspieranie rodziny. Tam, gdzie mamy do czynienia z biedą, potrzebna jest pomoc materialna, tam, gdzie są inne problemy, należy pomagać w inny sposób. Najgorzej, gdy państwo zamiast pomagać rodzinie, stara się ją rozbić lub zastąpić. Tak było w czasach komunistycznych i hitlerowskich, kiedy totalitarne państwo buntowało dzieci przeciwko rodzicom (przykład: Pawka Morozow w ZSRS), wprowadzając państwowy, ideologiczny chów dzieci. Warto zadać sobie pytanie, z czym dzisiaj mamy do czynienia w świecie zachodnim?
Zatrute owoce rewolucji kulturalnej
Wielce niepokojące są doniesienia o prawnym sankcjonowaniu wynaturzeń typu "małżeństwa" homoseksualne. Wprowadzanie dzieci w podobne relacje może rodzić trudne do wyobrażenia patologie. Niestety, świat zachodni obfituje w tego typu rozwiązania prawne. Poza tym pozwala się na aborcję, dopuszcza się nieuprawnione sposoby prokreacji (metoda in vitro), propaguje się rozwody. Czy takie państwa służą człowiekowi? Czy możemy się dziwić, że pogłębiają się postawy patologiczne wśród młodzieży?
Jedną z podstawowych zasad życia rodzinnego jest krzewienie wśród dzieci szacunku dla rodziców. Respektowanie czwartego przykazania było jednym z fundamentów ładu moralnego cywilizacji łacińskiej. Tymczasem od dłuższego już czasu kultura liberalna opiera się na podżeganiu młodego pokolenia do buntu przeciwko dorosłym Na tym m.in. polegała tzw. komunistyczna rewolucja kulturalna w latach 60. XX wieku na Zachodzie. Pokolenie rewolucji kulturalnej opanowało ważne instytucje i wpływa dziś w sposób zasadniczy na prawodawstwo europejskie. Dlatego w wielu krajach zachodnich rodzina jest w totalnej rozsypce.
Orwell się kłania
W Polsce również od wielu już lat tzw. rzecznicy praw dzieci starają się zbuntować młode pokolenie przeciwko dorosłym. Od lat obserwowaliśmy to na gruncie szkolnym. Opłakane owoce tego stanu rzeczy zbieramy dziś obficie. Ostatnie lata przyniosły kolejne kampanie medialne nakierowane na odebranie rodzicom władzy rodzicielskiej. Osławione pomysły na zakaz klapsa w rodzinie trafiają i dziś pod obrady parlamentu. Rzecznik praw dziecka złożył w Sejmie projekt ustawy nie tylko o całkowitym zakazie klapsa, ale również zaproponował całkowity zakaz "stosowania przemocy psychicznej naruszającej godność małoletniego" (por.: A. Monkos, Wyszydzanie dzieci surowo karane, "Dziennik", 10 kwietnia 2009 r.). Wielka orędowniczka nowych rozwiązań prawnych posłanka Magdalena Kochan (PO) twierdzi, że "wobec dziecka nie można stosować żadnej przemocy. Koniec kropka" (tamże). Posłanka Iwona Guzowska (PO), również mocno zaangażowana w nowe ustawodawstwo, zapytana przez redaktorkę gazety, czy awantura ze strony ojca lub matki za źle ułożoną szczoteczkę do zębów lub buty należy do przemocy psychicznej, odpowiedziała następująco: "Oczywiście, że tak. Bo dziecko staje się niewolnikiem. Odbiera mu się wolność. Tak pięknie się to nazywa kindersztubą, tyle że skutki mogą być dramatyczne" (tamże, s. 9). Pani poseł ma też doskonały pomysł, jak wykrywać "przestępstwa" rodziców, którzy karcą dzieci za nieposprzątany pokój, rozrabianie na lekcjach itp. Czytamy: "Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy się nie uda, jeśli w parze z nią nie pójdzie profilaktyka. Na godzinie wychowawczej w szkole dzieciom systematycznie muszą być robione testy. Napisane na zasadzie zabawy, zróżnicowane zależnie od wieku. Ułożone i sprawdzane przez specjalistów, którzy na tej podstawie będą w stanie wykryć, czy dziecku nie dzieje się krzywda" (tamże). Jeśli pomysły pani poseł wejdą w życie, spokojnie możemy się obudzić w państwie Orwella. Nietrudno sobie wyobrazić rodziców w skrajnym zdenerwowaniu oczekujących na wynik testów z lekcji wychowawczej. Negatywny wynik wszak może się skończyć grzywną, a kto wie, czy nie odebraniem praw rodzicielskich. Jeśli pójdziemy konsekwentnie tą drogą rozumowania, do przemocy psychicznej możemy zaliczyć wszelkie kary typu zakaz oglądania telewizji, korzystania z internetu itp. Rodzic będzie mógł tylko prosić o posłuszeństwo, pozbawiony będzie wszelkiej władzy.
Wszystkie powyższe pomysły rodzą się w myśl dyrektyw unijnych, a sprawami rodzin chcą się zajmować ludzie przekonani o powszechnej patologii panującej w polskich rodzinach. Bo jeśli stwierdzimy, że klaps lub podniesiony głos rodzica na swoje dziecko jest patologią, to sto procent rodzin w naszym kraju jest patologicznych. Pośrednio stwierdza się więc, że sama instytucja rodziny jest zła z natury. Skoro naturalne relacje i reakcje ludzkie mają być karane, to jak to inaczej nazwać? Gdybyśmy konsekwentnie poszli za pomysłami penalizacji klapsa i karcenia rodzicielskiego, należałoby wszystkich rodziców posłać do więzień, a dzieci umieścić w domu dziecka lub poprawczaku. Pamiętajmy bowiem, że jeśli odbierzemy rodzicom prawo karcenia swych dzieci, to będą oni zmuszeni wzywać policję do każdego poważniejszego rodzinnego konfliktu. Tak dzieje się już w szkołach. Ubezwłasnowolnieni w karaniu nauczyciele coraz częściej proszą o interwencję policję, straż miejską czy ochronę.
Pod dyktando lewaków
Warto jeszcze raz przypomnieć, że zwolennicy wsadzania rodziców do więzień powołują się na ustawodawstwo europejskie. Tylko nikt nie pokazuje, że dyrektywy unijne są wielokrotnie tworzone na wniosek lewackich grup mających olbrzymie wpływy w wielu krajach europejskich. Istotą współczesnego zachodnioeuropejskiego neomarksizmu jest "demokratyczne" upaństwowienie wszelkich relacji międzyludzkich. Można sobie wyobrazić, że powstaną nowe urzędy do obsługi przepływu urzędowych pism między synami a ojcami, między córkami a matkami, między żonami a mężami itp. Wyzwolić człowieka z wszelkich naturalnych ograniczeń (w tym rodzinnych), upaństwowić wszelkie relacje międzyludzkie - oto neomarksistowska wizja europejskiego raju.
Oczywiście ktoś powie, że praktyka polskiego życia rodzinnego nawet po zmianie prawodawstwa nie będzie wyglądać tak czarno, że żadne normalne dziecko nie doniesie na rodziców za klapsa, żaden normalny rodzic nie wezwie policji, gdy jego syn będzie niesforny. To prawda. Jednakże w wielu wypadkach będzie inaczej. Podżegani przez państwo młodzi ludzie mogą nieraz cynicznie wykorzystywać niemoralne prawo. Z takimi wypadkami mamy nagminnie do czynienia np. w krajach skandynawskich. Trzeba jednak przede wszystkim stwierdzić, że państwo, które zamiast wzmacniać rodzinę, co jest jego podstawowym obowiązkiem, uderza swym prawodawstwem w rodzinne więzi, w perspektywie czasu samo skazuje się na zagładę. Działa ono bowiem wbrew naturalnemu ładowi porządkującemu relacje międzyludzkie.
Finis familiae - finis Poloniae
Powstaje pytanie, dlaczego w Polsce nawet najbardziej absurdalne pomysły stworzone w gabinetach ideologów neolewicy europejskiej są tak łatwo przyjmowane? Dlaczego nie ma większych protestów społecznych przy ratyfikacji różnorakich europejskich antyrodzinnych konwencji? Dlaczego pojawił się tak słaby w gruncie rzeczy sprzeciw dotyczący posyłania sześciolatków do szkół? Dlaczego obecne pomysły prawodawcze są oprotestowane tylko przez nielicznych katolików, takich jak Michał Baran z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży? Chciałoby się przypomnieć stare przysłowie mówiące o tym, że co Francuz wymyśli, w to Polak od razu uwierzy. Szczególnie wiele można by oczekiwać od różnorakich organizacji katolickich, których zadaniem jest obrona praw rodziny. Odpowiedź jest dość prosta: nasze chrześcijaństwo jest mało dojrzałe. Nie potrafimy dostrzegać wielkich zagrożeń, nie potrafimy się im przeciwstawiać na niwie społecznej. Przyjmujemy różnorakie antyrodzinne manipulacje medialne, a później biernie się przyglądamy, jak psuje się polskie prawo. Wielu kapłanów obawia się nagonki i oskarżeń o pedofilię, rodzice nie chcą uchodzić za mało postępowych. Pamiętać jednak musimy, że gdy upadnie w naszym kraju instytucja rodziny, można również będzie jednoznacznie ogłosić koniec Polski.
Żródło: Nasz DZiennik
Jak żyć z siedmiorgiem dzieci w kraju bez polityki rodzinnej? Jak wycenić pracę kobiet w domu? – opowiada Katarzynie...
więcej >>Związek Dużych Rodzin 3 Plus przekonuje władze Trójmiasta, by przyjęły kartę dużych Rodzin. We wtorek przedstawiciele...
więcej >>Mateusz Rzemek 22-04-2009, ostatnia aktualizacja 22-04-2009 07:00 Dziś wchodzi w życie ustawa umożliwiająca posyłanie...
więcej >>Niedawno znajomy pedagog o dużym doświadczeniu zawodowym wskazał w rozmowie ze mną na ugruntowaną prawdę o znaczeniu rodziny w...
więcej >>Wielka Brytania, zwłaszcza Anglia, jest rajem dla ekscentryków. Jeśli nie wchodzisz drugiemu w drogę, to każdy...
więcej >>